sobota, 23 września 2017

Zmieniłam nazwisko. Z K-ska na K-ska. Wciąż jestem Em K-ska, tylko inaczej.

Nie powiem. Wraz z odzyskaniem dostępu do bloga i 779 wpisów w wersji roboczej, nie odzyskałam siebie.

To mam być ja?

Ta pijana, na zmianę ze skacowana, smutna i pogubiona dziewczynka?

Teraz mniej dziwię się temu, że zarażono mnie depresją. Z taką przeszłością, obniżona odporność na syf tego świata wydaje się być czymś oczywistym.

piątek, 22 września 2017

A potem zachorowałam.

Bo depresja, według Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10, jest chorobą.

Nie jakimś tam kaszelkiem, katarkiem duszy, gorączką osobowości.

Lekarz diagnozował mnie przez telefon, bo już nie byłam w stanie wstać z łóżka, wyjść z domu.

A potem nastąpiło cudowne ozdrowienie.

Nie. Sześć długich miesięcy jadłam antydepresanty, które w pierwszym tygodniu kuracji prawie położyły mnie do grobu, a z doskoku łykałam benzodiazepiny, co akurat było przyjemniejszym etapem leczenia.

Ludzkość nic lepszego nie wymyśliła (i nie wymyśli) od benzodiazepin. Odzyskać siebie po jednej, małej tabletce? Wow. Szacun.

A dziś? Dziś czasem świeci słońce.

Boję się kolejnej jesieni.